Rok 2222. Błękitną planetę trawią najprzeróżniejsze kataklizmy. Trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, tsunami, trąby powietrzne i ataki ze strony kosmosu zrównują z ziemią największe miasta na świecie pozbawiając domów miliardów ludzi – tylu samo zabijając. Największe potęgi na Ziemi upadły, a chaos spowodował rozpad wszystkiego. Nie istnieją już kraje, nie istnieją granice, nie istnieje rząd ani prawo – każdy działa na własną rękę i robi co może, by przeżyć.
Damian nie widział nigdy prawdziwego świata. Mimo, że zna historię, nie potrafi wyobrazić sobie, jak mogła wyglądać Błękitna Planeta, gdy kontynenty podzielone były na kraje, w każdym z nich rządzili wybrani ludzie a mieszkańcy płacili podatki, biorąc pieniądze z pracy obok teleskopów, megakomputerów, o pamięci tak wielkiej, że nie wymyślono nazwy na takową liczbę lub w zwyczajnych sklepach w chmurach. Przy ognisku w bezpiecznych pieczarach w Tatrach, słyszał, że jego brat, wjeżdżając windą do sklepu, położonego na przezroczystej platformie dwa kilometry nad ziemią, na własne oczy widział jak meteoryt uderza w Wrocław, który już po chwili przestał istnieć. Fala uderzeniowa doszła do niego po kilkunastu sekundach. Zdążył wysłać SMSa z pożegnaniem. Nie znaleziono nawet jego ciała.
Damian jest teraz zmuszony uciekać z miejsca, które niegdyś było Polską. Gdy jego rodzice zginęli w zawalającej się jaskini, został sierotą oraz... jedynym człowiekiem w pobliżu. Ma mapę, jest ona niesamowicie stara. Jego matka opowiadała mu, że pochodzi z czasów, kiedy wynaleziono takie rzeczy jak Internet, telefon czy laptop. Jego rodzicielka nie znała dokładnej daty powstania tych przedmiotów (które w 2207 były tak potrzebne jak woda pitna i tak rozbudowane jak sieć kolei międzykontynentalnych pędzących choćby z Wrocławia do Nowego Jorku w 5 godzin), jednakże na mapie widniał rok 2012.
Damian nigdy nie sądził, że taka data mogła w ogóle istnieć. Zastanawiał się jak ludzie mogli żyć bez wbudowanego do dłoni telefonu i sygnału GPS w prawym ramieniu. Nie wyobrażał sobie życia bez butów, które pozwalały oderwać się od ziemi na 5 metrów oraz życia bez phonta, zaawansowanego urządzenia wielofunkcyjnego. Teraz jednak nie ma niczego. Tylko ubrania i zwyczajnie trampki. Zastanawia się czy właśnie tak żyło się w 2012 roku – w jaskiniach, w obdartych ubraniach, jeżdżąc prawie prehistorycznymi autami z czterema kółkami na benzynę, o której nie słyszano już sto lat...
Podążając po Europie, w stronę zachodu nie spotyka prawie nikogo. Mija kilka miesięcy, gdy po dojściu do Hiszpanii wreszcie spotyka swojego rówieśnika - Anglika. W 2222 roku język nie gra roli, już dawno cały świat uznał, że angielski to język tak dobrze znany, że każdy na świecie musi się go nauczyć – nawet w tak trudnych czasach. Po kilkudziesięciu latach od tego rozporządzenia, języki narodowe przestały istnieć – zastąpił go angielski. Damian słyszał dużo rzeczy po polsku, język ten zawsze go śmieszył gdyż był bardzo szeleszczący i miękki, aczkolwiek strasznie trudny.
Po zaprzyjaźnieniu się z Anglikiem ruszają dalej, ostatnią działającą siecią metra na świecie – z Madrytu do Los Angeles. Zastają ruiny wysokiego miasta (najwyższy budynek miał 5 kilometrów), niedaleko niego znajduje się wyrwa w ziemi dłuższa od Półwyspu Apenińskiego (tak przynajmniej słyszał) a wybrzeże cofnęło się o kilometr, zalewając za to prawie całą Amerykę Środkową.
Tam też poznają Samantę, bystrą Amerykankę, która – tak jak oni – przemierza kontynenty w poszukiwaniu schronienia. Na pytanie skąd pochodzi… nie potrafi odpowiedzieć. Mówi jednak, że podróżuje już dwa lata.
Subscribe to email feed



